Ucz się, Jasiu

kabaret: Kabaret Dudek
Utworzono: 22 sierpień 2012
Odsłony: 31436

K (Klient): Kran mi się zepsuł... Trzeba wstawić nową rurkę, kranik przelotowy i wyjście do baterii.
M (Majster): [chłodne spojrzenie, przekłada nogę na nogę]. Masz Pan chwilkę czasu?
K: Mam.
M: No i patrz Pan, ze łba mnie wyszło. Jasiu! Jasiu!!!
[Wchodzi Jasiu].
J (Jasiu): Tak jest, panie majster.


M: [do klienta] Panie, obejrz Pan drzwi z tamtej strony, to znaczy, opuść Pan pomieszczenie pracownicze. Jak ja zawołam „EEE!”, to Pan wejdzie.
[Jasiu piłuje rurkę].
M: Jasiu! Jako mój uczeń kształcisz się u mię na nauce. Co to jest mój chłopcze?
J: To jest rura, Panie Majster.
M: [spokojnie]. Tak jest. [krzyczy] A do czego jest ta rura?!
J: Ta rura jest do niczego.
M: Tak jest. Weź teraz kajecik, ołówek i pisz. Będzie lekcja teoretyczna: „Rozmowa z klientem”. EEE!
K: Więc proszę Pana, pękła mi rura...
M: Zaraz, chwileczkę. A dzień dobry kto powie? Młodzież słucha, ona się uczy!
K: Dzień dobry. Więc proszę Pana, pękła mi rurka w zlewie. Trzeba wstawić nową rurkę, kranik przelotowy i wejście do baterii.
M: Ale czy masz Pan chwilkę czasu?
K: Mam.
M: To idź Pan sobie do kina na jakiś film co Pan jeszcze nie byłeś. [Śmiech]. Jasiu, podkreśl wężykiem, że to jest dowcip.
K: Proszę Pana, ale woda mi się leje!
M: I musi się lać! Dana woda podlegająca ciśnieniu napotykając na otwór, czyli szczelinę, wypływa. Praw fizyki Pan nie zmienisz, nie bądź Pan głąb. [Do Jasia] Głąb, zapisałeś?
J: Nie-bądź-Pan-głąb.
M: Teraz uważaj, będzie się stawiał!
K: Proszę Pana, ale ja muszę Pana uprzedzić, że ja mam gwarancję na naprawę tej rurki.
M: O, to zmienia postać rzeczy. Masz Pan tu książkę życzeń i zażaleń i pisz Pan, że Pan majster odmawia wykonania naprawy gwarancyjnej.
K: Będzie Pan miał nieprzyjemności.
M: Kochany, wiesz co oni mogą mi zrobić? [histeryczny śmiech] Jasiu, powiedz Panu.
J: Oni mogą Panu majstrowi skoczyć. Tak?
M: Tak jest. Mogą mnie skoczyć.
K: A gdzie mogą Panu skoczyć?
M: [Zniesmaczony ignorancją klienta] No Jasiu, powiedz Panu.
J: Oni mogą Panu majstrowi skoczyć tam, gdzie Pan może Pana majstra w dupę pocałować. Dobrze?
M: Tak jest. Z tym że, Jasiu, jeżeli używasz zwrotu: „Pan może Pana majstra ... pocałować”, zawsze zostawiaj takie niedomówienie. Więcej inteligientnie. [Do klienta] No pisz Pan to zażalenie i nie bądź Pan rura.
K: Jak to, ja mam nie być rura...
M: No, nie bądź Pan rura i nie pękaj Pan [śmiech].
J: Wężykiem?
M: Wężykiem, wężykiem.
K: Po co ja mam pisać, skoro wiem że to i tak nic nie da.
M: [Do Jasia] O, będzie mięknął. [Do klienta] No dobrze, dobrze, blisko, blisko, kombinuj Pan, kombinuj. [czeka]
K: Proszę Pana, skoro Pan nie chce w ramach gwarancji, no to może tak jakoś... prywatnie!
M: Prywatnie?! [Do Jasia] To jest inna rozmowa. Pisz punkt drugi: Robota prywatna. Po francusku: Travaille privaite. To jako ciekawostkie zawodową sobie zapisz.
[Do klienta] Więc słucham, o co się właściwie rozchodzi?
K: Więc proszę Pana, pękła mi rurka w zlewie. Trzeba wstawić nową rurkę, kranik przelotowy i wyjście do baterii.
M: Proszę Pana, nie ucz Pan ojca dzieci robić.
J: Wężykiem, wężykiem!
M: A jak!!! [do klienta] Gdzie szanowny Pan zamieszkuje?
K: Przy placu Wolności.
M: [Wstaje i patrzy klientowi prosto w oczy] Przy placu Wolności?...
K: A co? Nie wolno?
M: Nie, ale nie o to się rozchodzi...
K: Proszę Pana, ale ja Panu zapłacę!
M: Pańskie pieniądze to ja...
K: Co?
M: [do Jasia] Niedomówienie. Jasiu, słuchaj, tera uważnie. Weźmiesz rurkę, kranik przelotowy i pójdziesz na plac Zwycięstwa...
K: Wolności!
M: Cisza, tera ja mówię. [Do Jasia] Pójdziesz zatem na plac Zwycięstwa i założysz u tej Kowalskiej, ona już pół roku czeka
J: Ta, co te czekoladki przysyła i bilety do kina?
M: Ta sama, tylko mnie ze łba wyleciało, a tu Pan szanowny był łaskaw mi o niej przypomnieć.
K: Proszę Pana, to może przy okazji do mnie, to niedaleko. Woda mi się leje, a ja wie Pan, chciałem sobie kafelki założyć.
M: Kochany, Pan masz drobnomieszczańskie nawyki. Pan chciałbyś tak: mieć zimną wodę osobną, ciepłą osobno, szczelne rurki, kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki. Chamstwo! [grozi palcem]. I drobnomieszczaństwo z Pana wylazło.
K: A Pan się zachowuje skandalicznie.
M: O kochany, nie znieważaj robotnika, któren wraz z chłopem i inteligentem pracującym stanowią zdrową siłę narodu. [Do Jasia] Zapisałeś?
J: Ja to znam na pamięć.
M: [do klienta]. Patrz Pan, taki szczyl i to zna na pamięć. A Pan? Pan nie zna. Bo Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołosz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
K: A Pan się zachowuje jak kelner, proszę Pana.
M: O Jasiu, pokaż Panu, [odsuwa krzesło], jak się u nas zachowuje kelner przy pracy.
[Jasiu tłucze klienta za sceną. Wraca].
M: Nie zgrzałeś się?
J: Eee...
M: Weź kajecik, ołówek i pisz: Chamstwu w życiu... No jak piszesz chamstwo, no jak piszesz chamstwo?!
J: Tak, tak...
M: A może i dobrze. Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom...
J: Siłą.
M: Siłom.
J: Siłą.
M: Siłom i godnościom osobistom.
J: I godnościom osobistom.
M: To była taka scenka kabaretowa do śmichu, bo wszyscy teraz lubią się pośmiać. Ale było i koniec. A teraz jak ktoś się zacznie śmiać, ten dostanie w ryj.
J: Wężykiem.
M: Tak jest!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież